- kawa z mlekiem i 2 łyżeczkami ksylitolu (60 kcal)
- sałatka z kurczakiem, papryką, pomidorem i ogórkiem (ok. 100 kcal)
- 2 kawałki średniej pizzy kebab (500 kcal...?)
- chlebek musli amarantusowy (137 kcal)
Dzień spędziłam poza domem, głównie na załatwianiu uczelnianych spraw, stąd bilans taki nieciekawy. Zdecydowanie wolę przygotowywać posiłki w domu i wiedzieć, co i w jakich ilościach dodaję, niż zdawać się na jedzenie, które można kupić ,,na mieście''.
Od piątku do wczoraj jadłam ,,normalnie'', jak przeciętny człowiek, który nie jest na diecie. Zupełnie odzwyczaiłam się od jedzenia chleba, serów, placków. Po każdym takim posiłku czułam się ociężała, powolna... Zdecydowanie wolę swoje posiłki, lekkie, w miarę sycące, ale przede wszystkim nie sprawiające że po zjedzeniu najchętniej położyłabym się do łóżka i zdrzemnęła... Jedzenie ma być źródłem energii, a nie ją zabierać, prawda?
Trzymajcie się!
Podobno jak się je dużo tłustych rzeczy czy innych tego typu 'zapychaczy' to po jakiejś pół godzinie popadamy w totalną senność i takie hmm otępienie. Ja to zawsze zauważałam po wizytach w mcdonaldzie niestety :/
OdpowiedzUsuńAle bilans nie jest zły, mam nadzieję, że załatwiłaś wszystko co chciałaś ;-)
Trzymaj się chudziutko!
znikam-y.blogspot.com
Masz rację jeśli chodzi o jedzenie. Czasem rzeczywiście ciężko jest znaleźć na mieście coś normalnego do jedzenia.
OdpowiedzUsuńCałusy,
Fraise <3
Znam ten ból kiedy trzeba być poza domem cały dzień i nie ma nawet czasu żeby zjeść coś sensownego, wtedy mamy takie niestety nieciekawe bilanse... mam nadzieje, że bedziesz miała jak najmniej takich dni i same zdrowe i energatyzujące posiłki! Trzymaj się chudo kochana! xoxo
OdpowiedzUsuń