Bilans:
- kawa z 2 łyżeczkami ksylitolu i 1/4 mleka
- danie chińskie (warzywa, grzyby, kawałki kurczaka, ryż shiratake)
Wyjazd naprawdę się udał, świetnie się bawiłam. Jeśli chodzi o dietę, to oczywiście pozwalałam sobie na pewne odstępstwa, ale ogólnie uważam, że nie było tak źle. Jedzenie jest niezwykle ważne w naszej kulturze, chociażby podczas spotkań z przyjaciółmi, a ja nie chciałam odmawiać sobie celebrowania ich w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie znaczy to, że jadłam bez opamiętania, nadal starałam się wybierać mniej kaloryczne potrawy i nie jeść wieczorem. Nadmiar kalorii spalałam głównie chodząc, codziennie ok. 12 km szybkim krokiem. Jestem zadowolona.
Niestety, ostatniego dnia lał deszcz, przemokłam do suchej nitki i wygląda na to, że zaczyna łapać mnie jakieś choróbsko... Co ma też dobre strony, bo zupełnie nie mam apetytu. Dziś dosłownie wmusiłam w siebie miseczkę obiadu, poza tym nic nie jadłam.
Na ćwiczenia nie mam na razie siły, pewnie niedługo pójdę spać.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim wpisem i przepraszam, że na nie nie odpisałam. Cieszę się, że jesteście ze mną :).

To dobrze że na wyjeźcie sobie odpoczęłaś. Bilans też ładny :) trzymaj się
OdpowiedzUsuńSuper, że wyjazd się udał ;) i że mimo wszystko miałaś kontrolę.
OdpowiedzUsuńZdrowiej!
Całusy,
Fraise <3
Ładny bilans ;-) 12 km dziennie chodzenia - super ';-)
OdpowiedzUsuńznikam-y.blogspot.com