czwartek, 1 października 2015

17.

   Piszę by dać znak życia i krótko opisać co u mnie. Jak już pisałam, od poniedziałku chodzę na uczelnię. Zdążyłam już napisać dwie wejściówki, a na przyszły tydzień mam zapowiedziane trzy (!) kolokwia... Same rozumiecie, dlaczego na blogu cisza. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda mi się na tyle zorganizować, by znaleźć chwilę na blogowanie. Na razie jestem przytłoczona ilością nauki, nie sądziłam, że drugi rok jest o tyle trudniejszy. Oby udało mi się zdawać wszystko w pierwszych terminach!
  Pochwalę się, że usłyszałam wiele komplementów dotyczących mojej wagi. ,,Jak ty schudłaś!", ,,Jakie masz chude nogi! A jakie nadgarstki!" - takie słowa to ogromna motywacja i natychmiastowy wzrost pewności siebie. Bo niby wiem, że te chude nogi są chude tylko w porównaniu do tego, co było kiedyś, a w rzeczywistości nadal daleko im do ideału, ale nikt nigdy wcześniej nie używał w odniesieniu do mnie takich słów, więc niezwykle mnie to cieszy.
  Jak widać, bilansu nie ma. Myślami jestem jeszcze na wakacjach i po prostu nie wdrożyłam się jeszcze w nowy rytm dnia. ,,Nie wychodzą mi" pory posiłków, ciągle zapominam też zabrać czegoś z domu i w konsekwencji ląduję w sklepie/knajpie. Wierzę, że uda mi się i to ogarnąć, koniecznie muszę usiąść w trakcie weekendu przy biurku z dużą kartką, długopisem i planem zajęć i mniej więcej ustalić, co danego dnia i o której powinnam jeść. Dieta bez planowania niestety nie jest dla mnie, zbyt łatwo znajduję dla siebie wymówki, by ją łamać.
  O dziwo, mam teraz o wiele więcej motywacji do ćwiczeń. Tak to już chyba jest, że gdy nie ma się czasu, to chętniej robi się rzeczy, które na co dzień raczej staramy się omijać. Kto posprzątał strych w czasie sesji, ten wie, o czym mówię :).
  Miałam zważyć się 1 października, ale... boję się. Wiem, że przytyłam. Pewnie niewiele, ale mimo to nie chcę tego zobaczyć. W końcu po ostatnim ważeniu odhaczyłam cel 65 kg, miałabym teraz skreślić jego osiągnięcie...?
  Przepraszam, że nie odwiedzam waszych blogów i nie odpisuję na komentarze, postaram się nadrobić te sprawy w wolnym czasie.


Miłego wieczoru, chudzinki!

5 komentarzy:

  1. Wow, brzmi poważnie. Mam nadzieję, że wszystko ogarniesz bez większych problemów i wkrótce tempo na uczelni nieco zwolni :)
    Ojj tak, komentarze tego typu motywują! Gratulacje, widocznie efekty muszą być nieźle widoczne, skoro takie coś słyszysz. W sumie- teraz spojrzałam na prawy pasek bloga- po spadku 17 kg dziwnym byłoby, gdyby nikt nie zauważył :D
    Mam to samo i jeśli nie planuję, dieta rzadko kiedy wychodzi tak, jakbym tego chciała. Organizacja to podstawa- jedynie jak już wyrobisz nawyk zdrowego jedzenia, skrupulatne plany nie są aż takie niezbędne.
    Trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bez planowania zawsze kończy się na podjadaniu.
      Też mam nadzieję, że tempo na uczelni choć odrobinę zwolni, ale pewnie będzie na odwrót.

      Usuń
  2. Niedługo dobijesz z nowy do 65kg ;) Uczelnia odciągnie cię od jedzenia.Powodzenia Sky.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia na studiach! Mam nadzieję że wszystko Ci się uda. To normalne, że będziesz miała mniej czasu dla nas. Studia są najważniejsze, fajnie, że ludzie zauważyli zmianę ;)

    Powodzenia!
    Całusy,
    Fraise <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Priorytety są i będą. Ważne, żebyś zaglądała w miare możliwości :) nawet raz w tygodniu! Hah xD Też zawsze miałam więcej czasu na ćwiczenia podczas studiów niż teraz, jak siedze w domu i "ucze się " do matury xD Ale ucz się porządnie, ważne, żeby nic nie zostawiać na ostatnią chwilę [ łatwo powiedzieć]. Mega motywujące musi być, jak mówią Ci znajomi, ze widać, ze schudłas :3 też taak chce!

    Powodzenia <3 Daj z siebie 101 % !

    OdpowiedzUsuń