sobota, 10 października 2015

18.

  Jakoś przeżyłam kończący się właśnie tydzień, zdałam wszystko co miałam zdać (nawet całkiem dobrze) i w końcu mam chwilę na to, by zajrzeć na bloga.
  Muszę przyznać, że nie jadłam zbyt pięknie przez ostatnie kilka dni, bo najczęstszą przekąska ,,do nauki'' była dla mnie czekolada, często jadłam też późnym wieczorem i nie zawracałam sobie głowy liczeniem kalorii.
  Okej, wychodzę z domu przed 7 a wracam mniej więcej o 20, po czym siadam do książek i długo ich nie odkładam, ale jakoś inni dają radę przygotować sobie posiłki na cały dzień, znajdują czas na ćwiczenia. Chyba po prostu potrzebuję porządnego kopa w tyłek, bo nie szukam sposobów, a wymówek. Mam bardzo ,,wymagające'' studia, ale poza tym muszę jakoś prowadzić normalne, codzienne życie, bo po prostu zwariuję.
  Wydaje mi się, że dużo dałoby mi codzienne wstawianie tutaj chociażby bilansów. Musiałabym się bardziej kontrolować, zapamiętywać co jadłam i mniej więcej o której. Denerwuje mnie to, że ciągle ulegam jedzeniowym pokusom, brakuje mi tej silnej woli, która pozwoliła mi zrzucić ponad 15 kg.
  Ściskam Was mocno i mam nadzieję, że ,,zamelduję'' się na blogu nieco wcześniej niż za tydzień.


Edit:
Sporo dziś ćwiczyłam! Głównie wchodzenie na krzesło z ciężarkami, brzuszki, wyrzuty nóg (nie mam pojęcia, jak to się profesjonalnie nazywa - wrzucam zdjęcie niżej) i przysiady. Wolę nie myśleć o jutrzejszych zakwasach...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz